Polski przystanek WCG za nami. Jako, że w tym roku odbędzie się jubileuszowa 10. edycja światowego finału, Samsung postanowił zrobić w Polsce wszystko z przytupem. Zatrudnił więc profesjonalną agencję Euro RSCG 4D do organizacji eventu, a Headshot Media do obsługi technicznej. Do tej pory za organizacje eventu odpowiedzialni byli „ludzie e-sportu”. Ludzie z pasją, przesiąknięci wręcz chęcią dania graczom i publiczności prawdziwego widowiska. Oczywiście nie wszystkie, jakie do tej pory się odbyły, ale mówię tu o kilku ostatnich latach.

W tym roku było inaczej. Profesjonalna agencja zajęła się profesjonalną organizacją wraz z profesjonalną telewizją e-sportową. Profesjonalizm ten można było już zobaczyć przy okazji konferencji prasowej przeprowadzonej live-online, czyli w tzw. streamingu. Fajna inicjatywa, szkoda tylko, że trwająca prawie dwie godziny dyskusja Pani z Samsunga, Pani z Euro RSCG i gościa z Headshot Media przyprawiła mnie o ból głowy. Pomijam sztywność całego przedsięwzięcia. Chodzi mi o jakość transmisji. Musiałem się przełączyć na komputer stacjonarny, duże głośniki, a cały zestaw pogłośnić na maksa. I tak ledwo słyszałem obecnych w studiu gości, ale szklanki w kuchennych szafkach dzwoniły. WTF? Po transmisji dwa Ibupromy i wracam do pracy.
Dotarłem do Złotych Tarasów ok. godziny 17.00. To późno… i pominąłem tzw. „debatę”, ale to co zobaczyłem przez pierwszy kwadrans pobytu sprawiło, że chyba nie żałuję. Jeśli było inaczej, to mnie poprawcie. Moja podróż z poziomu -2 parkingu pod Złotymi Tarasami prowadziła głównymi schodami ruchomymi i podchodząc pod Multikino zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. NIGDZIE nie było ANI JEDNEGO plakatu, strzałki, naklejki, czegokolwiek co poprowadziłoby mnie w stronę eventu. Nawet wejście do Multikina nie było w żaden sposób obrandowane. WTF? W jaki sposób Ci biedni ludzie mieli tam trafić?
Parter Multikina czyli Velvet Bar wypełniony był standami z Xbox360, telewizorami 3D Samsunga i wszelkiego rodzaju gablotkami i stoiskami partnerów. Była też scena, na której można było podziwiać Marcina Prokopa i Cyca, którzy starali się rozbawić „publiczność”, tych „okazjonalnych widzów”, którzy znaleźli się w Multikinie, o których Euro RSCG tak dużo mówiło. Pokażmy ludziom, że e-sport to nie tylko „te głupie gry”. Szkoda, że organizator nie wpadł na to, że „przypadkowy widz”, który jest na terenie kina to osoba, która w ręku trzyma bilet na film, stoi w kolejce po nachosy i udaje się do sali kinowej. No dobra, kosztem kwadransa reklam przed filmem mogę postać i zerknąć co się tutaj dzieje. Ale to maks na co mam ochotę. Szkoda, że scena nie wyjechała przed Multikino. Szkoda, że nie została umiejscowiona gdzieś na terenie Złotych Tarasów, jak miało to miejsce do tej pory na fontannie w Blue City. Ci widzowie więc byli kibicami, którzy specjalnie przyjechali na ten event (czyli scena średnio spełniała swoją rolę) lub też graczami, którzy czekają na mecz lub są już po. WTF? Czy scena nie była co roku „tym czymś” co łączy przypadkowych widzów z kibicami i graczami?
Strefa graczy schowana tym razem była „po kątach”, więc bezpośredniej styczności z graczami nie było. Wszystko starano się przekazać w „strefie kibica” w Velvet Bat i w sali kinowej nr 8. Ożeszty w mordę! Nie wiem ile osób mieści sala numer 8 w Multikinie, ale to, że ktoś zaoszczędził tego dnia na klimatyzacji to cios poniżej pasa. Już przed wejściem WALIŁO POTEM. Nie, nie dało się poczuć delikatnego zapachu zmęczenia w zagęszczonym pomieszczeniu. Powiem to dużo precyzyjniej. JEBAŁO POTEM. ŚMIERDZIAŁO. NIE DAŁO SIĘ ODDYCHAĆ. Wszedłem do środka, zobaczyłem wypełnioną po brzegi salę i wybiegłem, bo mój nos odmówił posłuszeństwa. Każdy, dosłownie każdy na WCG śmierdział potem. Ja chyba też. Na poziomie 1, gdzie grano we wszystkie gry oprócz Counter-Strike zasłonięto wszystkie otwory wentylacyjne i odcięto dopływ powietrza. Właściwie nie wiem czy tak zrobiono, ale po atmosferze panującej w środku nie można było inaczej tego zinterpretować. Podobnie na poziomie 2 gdzie grali w Couter-Strike. WTF? Podano graczom wodę i napoje, ale czy nie łatwiej było po prostu podkręcić klimę?

Pominę absolutny brak press-roomu i tej atmosfery „hej, jesteście dziennikarzami? tutaj są kanapy, tu macie transmisję, jest wi-fi, a tutaj są napoje”. Widziałem za to kilka osób z plakietkami VIP dumnie oprowadzanymi przez Panie z Euro RSCG. Nie wiem kim byli, ale miny mieli nietęgie, zatroskane i dumne.

O tym kto wygrał, kto gdzie pojedzie, za co i jakie ma szansę nie będę się wypowiadał bo to nie relacja z WCG. To moje prywatne odczucia. Po raz pierwszy „z zewnątrz”. Po raz pierwszy nie miałem nic wspólnego z organizacją i prowadzeniem WCG choć kilka osób mi to proponowało. Nie wygrały niestety przetargu, więc pech :-]
Szkoda, że event był zrobiony dla sponsorów i VIPów. Ci pierwsi na pewno nie będą zadowoleni. Zostali zamknięci na najwyższym piętrze Złotych Tarasów, w samym kącie, w Multikinie, które z zewnątrz wyglądało jak każdego innego dnia. Impreza będzie kojarzyła się z potem, smrodem i przeczuciem „tutaj się coś dzieje, ale nie do końca jestem pewien co i gdzie”. VIPy odhaczą w kalendarzu wizytę na kolejnym bankiecie „o proszę, a tutaj chłopcy grają w policjantów i złodziei”, a Panie z Euro RSCG odhaczą VIPa w kapowniku. Szkoda, że nie było się gdzie zintegrować z dziennikarzami e-sportowymi, którzy co roku zawsze skupiali się w jednym miejscu. Szkoda, że pomimo zapewnień „wyjdźmy z grami do ludzi”, z grami do ludzi nikt nie wyszedł.
Polskie finały WCG 2010 pod względem organizacji meczów, poziomu rozgrywek i sędziowania były na najwyższym poziomie, co dało się usłyszeć nie tylko od chłopaków z Headshot Media, ale też i od samych graczy. Oby z Los Angeles nie tylko Frag eXecutors wrócili ze złotem ;-) Polskie finały WCG 2010 pod względem organizacji eventu nie były tym czego wszyscy byśmy sobie życzyli. Gdyby jeszcze nie waliło tak potem, to może bym przymknął oko na niedoróbki w postaci pochowanych po kątach stref graczy, ledwo słyszalnego komentarza i takiej jakiejś integracji tego wszystkiego. Takiego zabrania do kupy całego eventu. Szkoda, szkoda, szkoda.
I nie traktujcie tego wpisu jako żalu osoby, której nikt na WCG nie zaprosił. Wiem, że zżyłem się z WCG i traktowałem to jako coroczne dodanie swojej własnej cegiełki do e-sportu, który wszyscy mniej lub bardziej skutecznie w Polsce staramy się rozwijać i promować, ale bez przesady – to nie pierwsze i nie ostatnie WCG którego NIE prowadziłem ;-)
I tylko Prokop na scenie w sumie dawał radę. Robił to jak prawdziwy rzemieślnik. Czy to Dzień Pieroga w Biesowie, Dożynki w Sierpcu czy dansing dla seniorów w Mińsku Mazowieckim, tak i WCG w Warszawie udało mu się rozruszać ;-)
Ale tak summa summarum (przeczytałem to co napisałem powyżej kilka razy), to jednak tegoroczne WCG zdaje się było (pomijając epizod w Galerii Mokotów) najgorzej ogarniętą edycją ever. No nie mam racji?



