Ha! Syn marnotrawny powrócił! Dlaczego dopiero teraz? Niedawno wróciłem z koncertu Video Games Live, który odbył się na Torwarze, a tam spotkałem red. Koso, który powiedział, że znalazł mojego bloga. “Dawno nie aktualizowanego”, zaznaczył. Głupio mi się trochę zrobiło, więc piszę. Nie napiszę co się wydarzyło przez te kilka miesięcy blogowego przestoju. Skupmy się na bieżących rzeczach. Video Games Live. Będzie krótko.
Dlaczego na Torwarze? Dlaczego tak mało osób? Dlaczego tak mało “spektakularnie”? Dlaczego koleś siedzący obok nas zachowywał się, jak by pierwszy raz w życiu wyszedł z domu bez smyczy?

Dlaczego coś takiego jak koncert, podczas którego orkiestra gra na żywo utworzy z prezentowanych na telebimach gier odbywa się w ogromnej hali… sportowej? To oczywiście świetna hala – idealna na koncert Marilyn Mansona czy też innego Iron Maiden, gdzie to nie audiofilskie brzmienie kwartetu smyczkowego i fortepianu jest ważne, a jedynie tzw. pierdolnięcie i ryk wokalisty. Całe piękno muzyki, jak by nie było, poważnej rozeszło się gdzieś po kątach i plastikowych krzesełkach.
Publika nie dopisała. Było ok. 2000 osób, ale jako, że nie jestem dobry w “liczeniu tłumu”, przekazuję co zasłyszałem. Gdyby jednak pozbyć się krzesełek i postawić ludzi pod sceną, to wyglądałoby to jak na koncercie 50 Centa, który odbył się nota bene na tym samym obiekcie, czyli poniżej krytyki. Czy 2000 osób to aż tak mało? Zdecydowanie i absolutnie BARDZO mało! Czy w Warszawie mamy tylko 2000 graczy, którzy poza LOLowaniem na czacie dostrzegają w grze też jej głębszą stronę? Nie sądzę. Na koncercie Method Mana, jednego z kilku członków Wu-Tang Clanu, do klubu The Fresh wcisnęło się ponad 1000 osób, więc odbył się drugi koncert, następnego dnia, na który przyszło ponad 800 osób. Gdyby klub The Fresh był bardziej obszerny i “koncert friendly” – spokojnie tę liczbę można było podwoić! A tutaj? Pozostałe koncerty Video Games Live w Polsce zostały “przesunięte” czyli dyplomatycznie – odwołane. Tak sądzę. Dowiemy się tego dopiero 20. listopada.
Przychodząc na takie, owiane wręcz kultem, wydarzenie muzyczne spodziewałem się, że szczękę będę podnosił kilka razy – przy wejściu, podczas koncertu i na bis. Szczęka nie opadła mi ani razu. Wchodząc dostrzegłem wielką czarną szmatę mającą na celu odgrodzenie wejścia od głównego miejsca wydarzenia, a technicznie rzecz biorąc optycznego “zmniejszenia” obiektu. Po przekroczeniu “szmaty” ujrzałem las plastikow-metalowych składanych krzesełek z Tesco pakowanych normalnie po 10 sztuk w cenie 99,90 PLN. Rozstawione były od samej sceny, aż do “szmaty”. Spokojnie więc zdecydowaliśmy się na miejsca na koronie, aby posiadać nieco bardziej ogólny punkt widzenia. Wtedy naszym oczom ukazała się skromnej wielkości scena z trzema kieszonkowymi projektorami, orkiestrą i chórem w tle. Bieda straszna. Dookoła nas na koronie pustki, jedynie ludzie męczący się na plastikowych krzesełkach skupieni byli dosyć gęsto i wyglądało to, jakby rzeczywiście tutaj przyszli nie przez przypadek. Z resztą fakt, że ktoś oprócz mnie i branży odwiedził koncert było już widać na parkingu pod Torwarem. Wszystkie miejsca pozajmowane – zrobiłem 5 kółek zanim dopadłem “wyjeżdżacza” i stanąłem na pustym miejscu. Pominę fakt, że parkingi pod Lidlem są co najmniej trzy razy większe. Wracając do hali. Powinny być telebimy wielkości Pałacu Kultury, fajerwerki i czerwone dywany. Wyglądało to jak seans w kinie drive-in.
No i wspomniany przeze mnie, mega-podekscytowany koleś siedzący przed nami. Na oko i komentarze dookoła, student Politechniki Warszawskiej (“ma sztruksową marynarę i długie kłaki – pewnie z Polibudy”), który tak żywiołowo reagował na to co działo się na scenie, jakby stał na niej zmartwychwstały Jimi Hendrix i wykonywałby solówkę na gitarze, grając palcami u stóp. Gdyby nie wspomniany student – koncert uznałbym za nudny ;-)
Oczywiście sam fakt, że w zaściankowej Polsce odbył się koncert Video Games Live trzeba uznać za sukces i mega-wydarzenie. Oprawa techniczna pozostawia wiele do życzenia, ale Tommy Tallarico wspominał coś o tym, że zobaczymy się w przyszłym roku. Nie wiem jak pozostali, ale ze mną zobaczy się na pewno. Oby w wypełnionej po brzegi Sali Kongresowej lub w Teatrze Narodowym :-]





